Medycyna / Prawo · Artykuł edukacyjny
Jak planuję systematyczną naukę?

# Jak wdrożyć systematyczną naukę w praktyce?
O systematycznej nauce mówi się bardzo dużo, ale zwykle sprowadza się to do jednej rady: „ucz się regularnie”. Problem w tym, że samo postanowienie, że od teraz będziemy uczyć się codziennie, zazwyczaj nie wystarcza.
U mnie systematyczność nie polega na tym, że każdego dnia siedzę nad książkami przez kilka godzin. Dużo bardziej chodzi o to, żeby już na początku semestru zobaczyć, z czym mam do czynienia, odpowiednio rozłożyć materiał tak żeby zdążyć do egzaminów. Tak wygląda to u mnie w praktyce.
Najpierw sprawdzam, z czym mam do czynienia
Na początku semestru przeglądam wszystkie przedmioty i orientuję się, jak wygląda materiał.
Sprawdzam przede wszystkim:
- ile mniej więcej jest materiału,
- jakie są najważniejsze zagadnienia,
- jak wygląda zaliczenie lub egzamin- czy jest ustne, jednokrotnego wyboru czy pytania otwarte,
- z jakich materiałów będę się uczyć,
- czy dany przedmiot jest dla mnie całkowicie nowy.
Dopiero kiedy mam ogólny obraz semestru, jestem w stanie sensownie ocenić, ile czasu powinnam poświęcić poszczególnym przedmiotom.
Nie każdy przedmiot potrzebuje tyle samo czasu
###To dla mnie jedna z najważniejszych zasad.
Nie dzielę czasu po równo tylko dlatego, że mam kilka różnych przedmiotów.
Jeżeli widzę materiał, który jest dla mnie zupełnie nowy i po pierwszym przeczytaniu mam wrażenie, że niewiele z niego rozumiem, od razu wiem, że będę musiała poświęcić mu więcej czasu. Z kolei jeśli jakiś temat jest dla mnie bardziej intuicyjny, częściowo już go znam albo szybko go przyswajam, nie ma sensu przeznaczać na niego tyle samo czasu.
Plan nauki powinien wynikać z rzeczywistej trudności materiału, a nie z zasady, że każdemu przedmiotowi należy się dokładnie tyle samo godzin.
Lubię uczyć się naprzemiennie
Kiedy już wiem, czego muszę się nauczyć i które rzeczy będą dla mnie trudniejsze, zaczynam rozkładać materiał na konkretne dni.
U mnie bardzo dobrze sprawdza się nauka naprzemienna.
Przykładowo:
poniedziałek — temat A, wtorek — temat B, środa — temat C, czwartek — znowu temat A.
Dzięki temu regularnie wracam do różnych zagadnień, ale jednocześnie nie siedzę przez kilka dni z rzędu nad tym samym przedmiotem.
Taki system sprawia też, że pomiędzy kolejnymi sesjami nauki pojawia się naturalna przerwa. Kiedy wracam do danego tematu po kilku dniach, od razu widzę, ile naprawdę pamiętam. Do tego nie odczuwam zmęczenia nauką jednego tematu.

Małe porcje zamiast wielogodzinnych bloków
Nie planuję sobie zazwyczaj kilku godzin nauki jednego przedmiotu. Dużo bardziej odpowiadają mi krótsze, konkretne bloki. Może to być na przykład 45 minut nauki jednego zagadnienia albo 25 minut, w zależności od tego ile mam wolnego czasu.
W planner wpisuję konkretnie czego będę się uczyć, nie "pediatria" tylko np. :"kamienie milowe"
Im bardziej konkretne zadanie, tym łatwiej jest mi je faktycznie wykonać, bez błądzenia po całym obszernym materiale.
Zamiast planować:
„wieczorem pouczę się przez trzy godziny”,
wolę wiedzieć:
„dzisiaj przez 45 minut przerobię ten konkretny temat”.
Jeśli mam więcej czasu i chcę zrobić więcej — oczywiście mogę. Ale nie uzależniam całej nauki od tego, czy danego dnia znajdę kilka wolnych godzin.
Po nauce sprawdzam, co rzeczywiście pamiętam
Samo przeczytanie materiału nie jest dla mnie końcem nauki. Po takim bloku staram się sprawdzić, co faktycznie zostało mi w głowie. Mogę zrobić kilka pytań testowych, krótką powtórkę, fiszki albo po prostu spróbować odtworzyć najważniejsze informacje z pamięci bez zaglądania do notatek.
To bardzo szybko pokazuje różnicę między:
„wydaje mi się, że to rozumiem”
a:
„rzeczywiście potrafię to sobie przypomnieć”.
Jeżeli widzę, że jakiś fragment materiału nadal sprawia mi problem, wiem, że muszę jeszcze do niego wrócić.
Powtórki również są częścią planu
Nie zakładam, że skoro raz przeczytałam jakiś temat, to będę go pamiętać do egzaminu. Dlatego powtórki traktuję jako normalną część nauki, a nie coś, co zrobię „jeśli zostanie mi czas”. Po kilku dniach wracam do danego zagadnienia, rozwiązuję pytania albo próbuję przypomnieć sobie najważniejsze rzeczy.
Jeśli pamiętam większość materiału — świetnie.
Jeżeli nie — dostaję jasny sygnał, że ten temat potrzebuje jeszcze kolejnej powtórki.
I właśnie dlatego tak dobrze sprawdza mi się nauka naprzemienna. Materiał nie znika z planu po jednym dniu, tylko regularnie do niego wraca.
Jak wygląda mój schemat?
W uproszczeniu wygląda to tak:
poznaję materiał → oceniam jego trudność → rozkładam go na dni → uczę się małymi porcjami → robię pytania i powtórki → wracam do materiału
I właśnie to rozumiem przez systematyczną naukę.
Nie chodzi dla mnie o codzienne wielogodzinne maratony ani o idealnie wypełniony planer.
Chodzi o regularny kontakt z materiałem przez cały semestr.
Plan powinien być dopasowany do Ciebie
Najważniejsze jest dla mnie to, żeby nie kopiować czyjegoś planu nauki 1:1. Jedna osoba może potrzebować 30 minut, żeby zrozumieć dany temat. Inna będzie potrzebowała dwóch godzin. I obie wersje są w porządku. Dlatego zanim zaczynam dokładnie planować semestr, najpierw chcę zobaczyć, jak wygląda materiał i ile pracy realnie będzie ode mnie wymagał. Dopiero później dopasowuję do tego liczbę dni, długość bloków i częstotliwość powtórek.
Systematyczna nauka nie polega według mnie na tym, żeby codziennie robić jak najwięcej. Dużo ważniejsze jest to, żeby regularnie robić trochę i konsekwentnie wracać do tego, czego już wcześniej się nauczyliśmy.
To właśnie taki sposób najlepiej sprawdza się u mnie.
Wybierz dział bloga